typy,bukmacherskie,typy bukmacherskie,stawiaj,bukmacher,bukmacherka,bukmacherstwo,typ,bet,betting,bets,tips,typer,typowanie,wygrana,kasa,zysk,darmowe,bonusy,bukmacherskie,kaska,gotówka,biznes,sport,piłka,piłka nożna,nożna,koszykówka,siatkówka,tenis,golf,hokej,darts,rzutki,polska,milko,reo-cooker,reo,cooker,police,szwecja,warto,grać,grac
WartoGrac.pl - Typy warte uwagi! Strona z najlepszymi typami od doświadczonych typerów. Co ciekawe, wszystko za darmo!
czwartek, 9 września 2010
środa, 10 marca 2010
Liga mistrzów...
#15 Manchester United - AC Milan
Typ: under 2.5
Kurs: 2.00
Bukmacher: Bet365
Stawka: 7/10
Dzisiejsze spotkanie Manchesteru United i AC Milanu zapowiada się niezwykle emocjonująco. Choć wydaje się, że Czerwone Diabły po zwycięstwie 2:3 na wyjeździe są pewnym faworytem do awansu, ja jestem nieco ostrożniejszy w takich osądach. Goście w porównaniu z początkiem sezonu grają świetny futbol - choć w pierwszym meczu szczęścia trochę zabrakło. Manchester w wybornej formie, szczególnie ofensywa. W ostatnich spotkaniach szwankowała defensywa, bo jak nie mógł grać Vidic, to dostępny był Ferdinand. A jak nie było Rio, to dostępny był Serb. W poprzednim meczu ligowym Manchester mógł skorzystać już z dwóch swoich najlepszych środkowych obrońców. Dzisiaj również obaj są dostępni i będą mieli bardzo duży wpływ na poczynania defensywy Red Devils. Niepewny występ Rooneya może spowodować, że Manchester będzie grał do jednej bramki albo nawet na remis. Nie zagrają również: Anderson, Owen, Giggs, Brown, Hargreaves, Evans, da Silva. Niedostępny jest również Carrick z powodu czerwonej kartki. Do składu Milanu wraca Pato i Seedorf.
Moim zdaniem obie ekipy nie będą się przedwcześnie odkrywały, co zaowocuje niskim wynikiem do przerwy (zapewne 0:0 lub 1:0/0:1). Zdecydowanie żelazna obrona Manchesteru jest w stanie zatrzymać ofensywę Milanu. Z przodu strzelą 1 bramkę dla pewności i pewnie przejdą do kolejnej rundy. To mój scenariusz na ten mecz wnioskowany po analizie składów, statystyk i rangi meczu. Polecam.
Manchester United: van der Sar, Kuszczak, Neville, Rafael, De Laet, Ferdinand, Vidić, Evans, Evra, Valencia, Park, Fletcher, Scholes, Gibson, Giggs, Nani, Obertan, Rooney, Berbatow, Diouf
AC Milan: Abbiati, Dida, Roma, Abate, Antonini, Bonera, Favalli, Jankulovski, Nesta, Thiago Silva, Zambrotta, Ambrosini, Beckham, Flamini, Gattuso, Pirlo, Seedorf, Borriello, Huntelaar, Inzaghi, Pato, Ronaldinho
Typ: under 2.5
Kurs: 2.00
Bukmacher: Bet365
Stawka: 7/10
Dzisiejsze spotkanie Manchesteru United i AC Milanu zapowiada się niezwykle emocjonująco. Choć wydaje się, że Czerwone Diabły po zwycięstwie 2:3 na wyjeździe są pewnym faworytem do awansu, ja jestem nieco ostrożniejszy w takich osądach. Goście w porównaniu z początkiem sezonu grają świetny futbol - choć w pierwszym meczu szczęścia trochę zabrakło. Manchester w wybornej formie, szczególnie ofensywa. W ostatnich spotkaniach szwankowała defensywa, bo jak nie mógł grać Vidic, to dostępny był Ferdinand. A jak nie było Rio, to dostępny był Serb. W poprzednim meczu ligowym Manchester mógł skorzystać już z dwóch swoich najlepszych środkowych obrońców. Dzisiaj również obaj są dostępni i będą mieli bardzo duży wpływ na poczynania defensywy Red Devils. Niepewny występ Rooneya może spowodować, że Manchester będzie grał do jednej bramki albo nawet na remis. Nie zagrają również: Anderson, Owen, Giggs, Brown, Hargreaves, Evans, da Silva. Niedostępny jest również Carrick z powodu czerwonej kartki. Do składu Milanu wraca Pato i Seedorf.
Moim zdaniem obie ekipy nie będą się przedwcześnie odkrywały, co zaowocuje niskim wynikiem do przerwy (zapewne 0:0 lub 1:0/0:1). Zdecydowanie żelazna obrona Manchesteru jest w stanie zatrzymać ofensywę Milanu. Z przodu strzelą 1 bramkę dla pewności i pewnie przejdą do kolejnej rundy. To mój scenariusz na ten mecz wnioskowany po analizie składów, statystyk i rangi meczu. Polecam.
Manchester United: van der Sar, Kuszczak, Neville, Rafael, De Laet, Ferdinand, Vidić, Evans, Evra, Valencia, Park, Fletcher, Scholes, Gibson, Giggs, Nani, Obertan, Rooney, Berbatow, Diouf
AC Milan: Abbiati, Dida, Roma, Abate, Antonini, Bonera, Favalli, Jankulovski, Nesta, Thiago Silva, Zambrotta, Ambrosini, Beckham, Flamini, Gattuso, Pirlo, Seedorf, Borriello, Huntelaar, Inzaghi, Pato, Ronaldinho
wtorek, 9 marca 2010
Nieoczekiwanie...
#14 Tamarine Tanasugarn - Nuria Llagostera Vives
Typ: under 20.5 gemów
Kurs: 1.75
Bukmacher: Unibet
Stawka: 9/10
Bardziej myślałem, że będzie gładkie 2:0, ale skończyło się na 0:2 i typ trafiony.
Typ: under 20.5 gemów
Kurs: 1.75
Bukmacher: Unibet
Stawka: 9/10
Bardziej myślałem, że będzie gładkie 2:0, ale skończyło się na 0:2 i typ trafiony.
Indiana Wells...
#14 Tamarine Tanasugarn - Nuria Llagostera Vives
Typ: under 20.5 gemów
Kurs: 1.75
Bukmacher: Unibet
Stawka: 9/10
Dzisiaj bez analizy, ale typ powinien w końcu siąść...
Typ: under 20.5 gemów
Kurs: 1.75
Bukmacher: Unibet
Stawka: 9/10
Dzisiaj bez analizy, ale typ powinien w końcu siąść...
Porażka...
#13 FC Nurnberg - Bayer Leverkusen
Typ: 2 (-1)
Kurs: 2.70
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 7/10
Typ: 2 (-1)
Kurs: 2.70
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 7/10
niedziela, 7 marca 2010
Do boju Aptekarze!
#13 FC Nurnberg - Bayer Leverkusen
Typ: 2 (-1)
Kurs: 2.70
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 7/10
Gospodarze tego spotkania dzisiaj bez dwóch napastników, którzy łącznie strzelili 13 bramek. Nurnberga zdobyła ogólnie 19 goli, co daje prawie 70% trafień dwóch zawodników. Dzisiaj czeka ich bardzo ciężkie spotkanie z Aptekarzami, którzy zawiedli swoich fanów przed tygodniem - remis z FC Koln. Dzisiaj muszą wygrać, bo Bayern wczoraj stracił punkty dzięki czemu mogą dogonić liderujących monachijczyków ilością punktów.
Typ: 2 (-1)
Kurs: 2.70
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 7/10
Gospodarze tego spotkania dzisiaj bez dwóch napastników, którzy łącznie strzelili 13 bramek. Nurnberga zdobyła ogólnie 19 goli, co daje prawie 70% trafień dwóch zawodników. Dzisiaj czeka ich bardzo ciężkie spotkanie z Aptekarzami, którzy zawiedli swoich fanów przed tygodniem - remis z FC Koln. Dzisiaj muszą wygrać, bo Bayern wczoraj stracił punkty dzięki czemu mogą dogonić liderujących monachijczyków ilością punktów.
Wpadka Wojskowych...
#12 Legia Warszawa - Odra Wodzisław
Typ: Legia wygra i utrzyma czyste konto
Kurs: 1.79
Bukmacher: Betsson
Stawka: 8/10
Bramka dla Odry wpadła przed przerwą, w ogromnym zamieszaniu... Szkoda.
Typ: Legia wygra i utrzyma czyste konto
Kurs: 1.79
Bukmacher: Betsson
Stawka: 8/10
Bramka dla Odry wpadła przed przerwą, w ogromnym zamieszaniu... Szkoda.
Udany poranek...
#11 Sparta - Ajax, Roda - Feyenoord
Typ: 2, X2
Kurs: 1.88
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Bez problemów ;)
Typ: 2, X2
Kurs: 1.88
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Bez problemów ;)
Czarna (L) w stołecznym mieście...
#12 Legia Warszawa - Odra Wodzisław
Typ: Legia wygra i utrzyma czyste konto
Kurs: 1.79
Bukmacher: Betsson
Stawka: 8/10
Legia po tym spotkaniu ma szanse i moim zdaniem zostanie liderem tabeli Ekstraklasy. Do pokonania wielka niewiadoma - Odra Wodzisław. Legioniści źle rozpoczęli, ale dobrze zakończyli spotkanie z Cracovią. Z 1:0 grając w 10 udało się zrobić 1:2 i Legioniści cieszyli się z ważnych trzech punktów. Wczorajsza wpadka Wisły z Arką daje możliwość wyprzedzenia Krakowian i z tej opcji Jan Urban chce skorzystać.
Typ: Legia wygra i utrzyma czyste konto
Kurs: 1.79
Bukmacher: Betsson
Stawka: 8/10
Legia po tym spotkaniu ma szanse i moim zdaniem zostanie liderem tabeli Ekstraklasy. Do pokonania wielka niewiadoma - Odra Wodzisław. Legioniści źle rozpoczęli, ale dobrze zakończyli spotkanie z Cracovią. Z 1:0 grając w 10 udało się zrobić 1:2 i Legioniści cieszyli się z ważnych trzech punktów. Wczorajsza wpadka Wisły z Arką daje możliwość wyprzedzenia Krakowian i z tej opcji Jan Urban chce skorzystać.
Eredivisie
#11 Sparta - Ajax, Roda - Feyenoord
Typ: 2, X2
Kurs: 1.88
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Wczorajsza wpadka PSV jest dobrą okazją dla ekip czołówki (Twente, Ajax) na odrobienie 3 punktów do lidera. Feyenoord musi gromadzić punkty, by nie dać się dogonić AZ i Heraclesowi. Portowcy grają równy i skuteczny futbol, to samo Ajax. Myślę, że obie drużyny wygrają swoje spotkania, choć mecz Feyenoordu podpieram remisem.
Typ: 2, X2
Kurs: 1.88
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Wczorajsza wpadka PSV jest dobrą okazją dla ekip czołówki (Twente, Ajax) na odrobienie 3 punktów do lidera. Feyenoord musi gromadzić punkty, by nie dać się dogonić AZ i Heraclesowi. Portowcy grają równy i skuteczny futbol, to samo Ajax. Myślę, że obie drużyny wygrają swoje spotkania, choć mecz Feyenoordu podpieram remisem.
Wpadka Bayernu...
#10 RPA - Pakistan, FC Koln - Bayern Monachium
Typ: 2, 2
Kurs: 1.75
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Pakistan zgodnie z planem, Bayern zawiódł po raz kolejny...
Typ: 2, 2
Kurs: 1.75
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Pakistan zgodnie z planem, Bayern zawiódł po raz kolejny...
sobota, 6 marca 2010
Mix na sobotę...
#10 RPA - Pakistan, FC Koln - Bayern Monachium
Typ: 2, 2
Kurs: 1.75
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Pakistańczycy są zdecydowanie lepszą reprezentacją w hokeju na trawie i nie powinni mieć większego problemu z pokonaniem RPA. Po przegranych spotkaniach z gospodarzem - Indiami i Anglią ich sytuacja nie jest zbyt ciekawa - 3 punkty i przedostatnie miejsce w grupie. Nie widzę innego wyjścia, niż zwycięstwo. RPA jest zdecydowanie najsłabszą ekipą w tej grupie.
Bayern rozpędzony z masą gwiazd i wieloma utalentowanymi zawodnikami na pokładzie rozegra spotkanie z FC Koln. Oglądałem ostatnie zawody tej drużyny i musiałem się upewnić, czy aby nie oglądam spotkania niemieckiego odpowiednika polskiej okręgówki. Wszystkie akcje na aferę, piłka wybijana na oślep i szczęśliwy remis z nieudolnie atakującym Bayerem Leverkusen. Bayern z meczu na mecz przybliża się do mistrzostwa, które wkrótce zapewne sobie zagwarantuje.
Typ: 2, 2
Kurs: 1.75
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Pakistańczycy są zdecydowanie lepszą reprezentacją w hokeju na trawie i nie powinni mieć większego problemu z pokonaniem RPA. Po przegranych spotkaniach z gospodarzem - Indiami i Anglią ich sytuacja nie jest zbyt ciekawa - 3 punkty i przedostatnie miejsce w grupie. Nie widzę innego wyjścia, niż zwycięstwo. RPA jest zdecydowanie najsłabszą ekipą w tej grupie.
Bayern rozpędzony z masą gwiazd i wieloma utalentowanymi zawodnikami na pokładzie rozegra spotkanie z FC Koln. Oglądałem ostatnie zawody tej drużyny i musiałem się upewnić, czy aby nie oglądam spotkania niemieckiego odpowiednika polskiej okręgówki. Wszystkie akcje na aferę, piłka wybijana na oślep i szczęśliwy remis z nieudolnie atakującym Bayerem Leverkusen. Bayern z meczu na mecz przybliża się do mistrzostwa, które wkrótce zapewne sobie zagwarantuje.
piątek, 5 marca 2010
Złe parowanie...
#9 Andreev - Dev Varman
Typ: 4 lub więcej setów
Kurs: 1.80
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 3/10
Niestety zwrot. Szkoda, że bukmacherzy nie wystawili kursów na mecz z Kunitsynem, bo tam 4 lub więcej setów by weszło (3:1).
Typ: 4 lub więcej setów
Kurs: 1.80
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 3/10
Niestety zwrot. Szkoda, że bukmacherzy nie wystawili kursów na mecz z Kunitsynem, bo tam 4 lub więcej setów by weszło (3:1).
czwartek, 4 marca 2010
5 marca...
#9 Andreev - Dev Varman
Typ: 4 lub więcej setów
Kurs: 1.80
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 3/10
Trochę dziwi brak wiary bukmacherów w możliwość ugrania jakiegokolwiek seta przez Dev Varmana. Jest to świetnie spisujący się zawodnik na Hardzie, przed sobą ma wspaniałą karierę - Hindus ma dopiero 24 lata. Twarda nawierzchnia jest jego ulubioną, w karierze rozegrał na niej dotychczas prawie 70% spotkań, z których 64% wygrał, w tym sezonie 8W 4L. Andreev jest sporym faworytem w tym spotkaniu, co według mnie jest trochę niepojęte. Co prawda zajmuje miejsce w TOP 40 rankingu ATP, ale każdy z nas wie, że te ranking nie są odwzorowaniem formy i potencjału zawodników. W swojej karierze Andreev wygrał 68, a przegrał 60 na twardej nawierzchni. Co ciekawe obaj tenisiści jeszcze ze sobą nie grali. Myślę, że obejrzymy wyrównane spotkanie z większą ilością setów niż 3.
Typ: 4 lub więcej setów
Kurs: 1.80
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 3/10
Trochę dziwi brak wiary bukmacherów w możliwość ugrania jakiegokolwiek seta przez Dev Varmana. Jest to świetnie spisujący się zawodnik na Hardzie, przed sobą ma wspaniałą karierę - Hindus ma dopiero 24 lata. Twarda nawierzchnia jest jego ulubioną, w karierze rozegrał na niej dotychczas prawie 70% spotkań, z których 64% wygrał, w tym sezonie 8W 4L. Andreev jest sporym faworytem w tym spotkaniu, co według mnie jest trochę niepojęte. Co prawda zajmuje miejsce w TOP 40 rankingu ATP, ale każdy z nas wie, że te ranking nie są odwzorowaniem formy i potencjału zawodników. W swojej karierze Andreev wygrał 68, a przegrał 60 na twardej nawierzchni. Co ciekawe obaj tenisiści jeszcze ze sobą nie grali. Myślę, że obejrzymy wyrównane spotkanie z większą ilością setów niż 3.
Nie udało się...
#8 Skalica - Kosice
Typ: 2
Kurs: 2.20
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 2/10
Goście nie dali rady... szkoda.
Typ: 2
Kurs: 2.20
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 2/10
Goście nie dali rady... szkoda.
Coś na czwartek...
#8 Skalica - Kosice
Typ: 2
Kurs: 2.20
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 2/10
Ze słabej oferty na dzisiaj wybrałem spotkanie słowackiej Extraligi Skalica - Koszyce. Gospodarze dzisiaj bez dwóch podstawowych zawodników, do tego w mieszanej formie (2W 4L) w ostatnich 6 spotkaniach. Goście forma (5W 1L) i walka o wysoką pozycję w tabeli przed play-offami. Zawodnicy Skalicy zapewnili już sobie miejsce w kolejnej rundzie ze względu na 10 punktową przewagę. Dzisiejsze spotkanie będzie na pewno wyrównane, jednak moim zdaniem taki kurs na będących w wyśmienitej dyspozycji gości jest przesadzony.
Typ: 2
Kurs: 2.20
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 2/10
Ze słabej oferty na dzisiaj wybrałem spotkanie słowackiej Extraligi Skalica - Koszyce. Gospodarze dzisiaj bez dwóch podstawowych zawodników, do tego w mieszanej formie (2W 4L) w ostatnich 6 spotkaniach. Goście forma (5W 1L) i walka o wysoką pozycję w tabeli przed play-offami. Zawodnicy Skalicy zapewnili już sobie miejsce w kolejnej rundzie ze względu na 10 punktową przewagę. Dzisiejsze spotkanie będzie na pewno wyrównane, jednak moim zdaniem taki kurs na będących w wyśmienitej dyspozycji gości jest przesadzony.
środa, 3 marca 2010
Środowe zmagania.
#6 Pavluchenkova - Hercog, Holandia - USA
Typ: 1, 1
Kurs: 1.89
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Holandia zdecydowanie przeważała, Pavluchenkova oddała przeciwniczce 5 gemów.
Typ: 1, 1
Kurs: 1.89
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Holandia zdecydowanie przeważała, Pavluchenkova oddała przeciwniczce 5 gemów.
Singielek trafiony!
#7 Malta - Finlandia
Typ: 2
Kurs: 1.50
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Nie obyło się bez nerwów, ale ważne, że weszło ;)
Typ: 2
Kurs: 1.50
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Nie obyło się bez nerwów, ale ważne, że weszło ;)
Singiel na marcowy wieczór.
#7 Malta - Finlandia
Typ: 2
Kurs: 1.50
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Kolejne świetne spotkanie na dzisiaj i widoczna pomyłka bukmacherów. Wystawienie kursów rzędu 1.80 przez BWIN i Bet-at-home jest dość śmieszne. W niedługim czasie zaliczyły gwałtowne spadki, bo kto normalny oferuje taki kurs podczas gry Malta jest jedną z najgorszych reprezentacji w Europie, a Finowie grają w miarę równo? Nawiązali równorzędną walkę z Niemcami i Rosją w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2010, którą jednak ostatecznie przegrali. Zabrakło czterech punktów do miejsca barażowego. Finowie spotkania z takimi przeciwnikami, jak Malta z reguły wygrywają (w meczach towarzyskich). Nie przykładają wagi raczej do meczy z lepszymi przeciwnikami, jednak dzisiaj powinni wygrać. Na pewno nie ma sensu granie handicapów, aczkolwiek jedną bramkę powinni strzelić minimum.
Typ: 2
Kurs: 1.50
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 6/10
Kolejne świetne spotkanie na dzisiaj i widoczna pomyłka bukmacherów. Wystawienie kursów rzędu 1.80 przez BWIN i Bet-at-home jest dość śmieszne. W niedługim czasie zaliczyły gwałtowne spadki, bo kto normalny oferuje taki kurs podczas gry Malta jest jedną z najgorszych reprezentacji w Europie, a Finowie grają w miarę równo? Nawiązali równorzędną walkę z Niemcami i Rosją w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2010, którą jednak ostatecznie przegrali. Zabrakło czterech punktów do miejsca barażowego. Finowie spotkania z takimi przeciwnikami, jak Malta z reguły wygrywają (w meczach towarzyskich). Nie przykładają wagi raczej do meczy z lepszymi przeciwnikami, jednak dzisiaj powinni wygrać. Na pewno nie ma sensu granie handicapów, aczkolwiek jedną bramkę powinni strzelić minimum.
Mieszanka na 3 marca!
#6 Pavluchenkova - Hercog, Holandia - USA
Typ: 1, 1
Kurs: 1.89
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Jedna z faworytek turnieju - Anastazja Pavluchenkova zmierzy się z czołową zawodniczką drugiej pięćdziesiątki rankingu WTA - Poloną Hercog. Starsza o 6 miesięcy reprezentantka Słowenii w tym roku na twardej nawierzchni radzi sobie średnio. Jej bilans po 6 spotkaniach to 3/3. Rosjanka gra często na Hardzie - w tym sezonie 8 zwycięstw i 4 porażki.
Holendrzy prezentują się zawsze wyśmienicie, sparingi to dobra okazja dla utalentowanych graczy ligi holenderskiej na pokazanie się światu. Selekcjoner nie narzeka na żadne braki kadrowe - USA ma kilka ważnych nieobecności. Raczej nie ma innego wyjścia niż zwycięstwo Pomarańczowych.
Typ: 1, 1
Kurs: 1.89
Bukmacher: Bet-at-home.com
Stawka: 5/10
Jedna z faworytek turnieju - Anastazja Pavluchenkova zmierzy się z czołową zawodniczką drugiej pięćdziesiątki rankingu WTA - Poloną Hercog. Starsza o 6 miesięcy reprezentantka Słowenii w tym roku na twardej nawierzchni radzi sobie średnio. Jej bilans po 6 spotkaniach to 3/3. Rosjanka gra często na Hardzie - w tym sezonie 8 zwycięstw i 4 porażki.
Holendrzy prezentują się zawsze wyśmienicie, sparingi to dobra okazja dla utalentowanych graczy ligi holenderskiej na pokazanie się światu. Selekcjoner nie narzeka na żadne braki kadrowe - USA ma kilka ważnych nieobecności. Raczej nie ma innego wyjścia niż zwycięstwo Pomarańczowych.
poniedziałek, 1 marca 2010
#5 Metz - Le Havre
Typ: 1
Kurs: 1.95
Bukmacher: Expekt
Stawka: 7/10
Świetna okazja do zarobienia grubszej kasy. Kilka buków zaspało i zamiast zmniejszyć kursy do około 1.70 zostawiły dość wysokie, sięgające prawie ~ 2.00. Metz w tym sezonie ma zamiar wrócić do Ligue 1. Jedna, jedyna porażka u siebie w 12 spotkaniach napawa optymizmem przed dzisiejszym meczem. Dodatkowo goście bez dwóch podstawowych obrońców. Kursy we wielu bukmacherach spadają w dół, co sugeruje, że Metz jest faworytem. Havre wygrało tylko 3 z 13 spotkań na wyjeździe, a ujemny bilans bramkowy pozwala gospodarzom uwierzyć w łatwe zwycięstwo. Metz bardzo potrzebuje punktów, ze względu na powiększającą się stratę do drugiej ekipy Ligue 2 - Brest oraz zmniejszającą się przewagą nad czwartym Nimes.
Typ: 1
Kurs: 1.95
Bukmacher: Expekt
Stawka: 7/10
Świetna okazja do zarobienia grubszej kasy. Kilka buków zaspało i zamiast zmniejszyć kursy do około 1.70 zostawiły dość wysokie, sięgające prawie ~ 2.00. Metz w tym sezonie ma zamiar wrócić do Ligue 1. Jedna, jedyna porażka u siebie w 12 spotkaniach napawa optymizmem przed dzisiejszym meczem. Dodatkowo goście bez dwóch podstawowych obrońców. Kursy we wielu bukmacherach spadają w dół, co sugeruje, że Metz jest faworytem. Havre wygrało tylko 3 z 13 spotkań na wyjeździe, a ujemny bilans bramkowy pozwala gospodarzom uwierzyć w łatwe zwycięstwo. Metz bardzo potrzebuje punktów, ze względu na powiększającą się stratę do drugiej ekipy Ligue 2 - Brest oraz zmniejszającą się przewagą nad czwartym Nimes.
piątek, 26 lutego 2010
Piątkowe selekcje.
#3 Odra Wodzisław - Lechia Gdańsk
Typ: 1
Kurs: 2.25
Bukmacher: Unibet
Stawka: 4/10
#4 Cracovia Kraków - Legia Warszawa
Typ: 2
Kurs: 2.10
Bukmacher: Bwin
Stawka: 4/10
Wracamy do rozgrywek polskiej ekstraklasy. Wzmocniona Odra Wodzisław ma przed sobą ciężkie mecze - ciułanie punkcików potrzebnych do utrzymania będzie miało miejsce do końca sezonu. Działacze z Wodzisławia podeszli do sprawy profesjonalnie - sprowadzili kilku nowych graczy, którzy mają obycie z ekstraklasą. Onyszko, Cantoro, Brasilia, Magdoń, Chmiest, Grzegorzewski, Kolendowicz - to nazwiska znane i szanowane w polskiej społeczności piłkarskiej. Lechia statycznie, raczej bez większych transferów. Odra łapie wiatr w żagle - bynajmniej tak zapowiada trener i zawodnicy ekipy z Wodzisławia. Fakt faktem, ten klub zasługuje na grę w najlepszej polskiej lidze i mam nadzieję, że dobrze rozpoczną rundę rewanżową.
Cracovia od zawsze była, jest i będzie ciężkim przeciwnikiem do ogrania, szczególnie u siebie. W ekipie Legii pojawiła się nowa twarz - Dong Fangzhuo znany bardziej z gry dla... rezerw Manchesteru United. Końcówka pierwszej rundy przyniosła kibicom Czarnej Elki wiele powodów do zadowolenia. Legia doliczając ostatni mecz towarzyski (z Levski Sofia, wygrana 0:2) nie przegrała od 10 spotkań i nic nie stoi na przeszkodzie, by tą serię kontynuować. Ważne zwycięstwo nad Wisłą Kraków zbliżyło "Dumę Stolicy" do fotelu lidera. Strata do Wisły wynosi już tylko 5 punktów i Legioniści włączają się w walkę o mistrzostwo. By osiągnąć ten cel, muszą dobrze prezentować się szczególnie w takich spotkaniach.
Typ: 1
Kurs: 2.25
Bukmacher: Unibet
Stawka: 4/10
#4 Cracovia Kraków - Legia Warszawa
Typ: 2
Kurs: 2.10
Bukmacher: Bwin
Stawka: 4/10
Wracamy do rozgrywek polskiej ekstraklasy. Wzmocniona Odra Wodzisław ma przed sobą ciężkie mecze - ciułanie punkcików potrzebnych do utrzymania będzie miało miejsce do końca sezonu. Działacze z Wodzisławia podeszli do sprawy profesjonalnie - sprowadzili kilku nowych graczy, którzy mają obycie z ekstraklasą. Onyszko, Cantoro, Brasilia, Magdoń, Chmiest, Grzegorzewski, Kolendowicz - to nazwiska znane i szanowane w polskiej społeczności piłkarskiej. Lechia statycznie, raczej bez większych transferów. Odra łapie wiatr w żagle - bynajmniej tak zapowiada trener i zawodnicy ekipy z Wodzisławia. Fakt faktem, ten klub zasługuje na grę w najlepszej polskiej lidze i mam nadzieję, że dobrze rozpoczną rundę rewanżową.
Cracovia od zawsze była, jest i będzie ciężkim przeciwnikiem do ogrania, szczególnie u siebie. W ekipie Legii pojawiła się nowa twarz - Dong Fangzhuo znany bardziej z gry dla... rezerw Manchesteru United. Końcówka pierwszej rundy przyniosła kibicom Czarnej Elki wiele powodów do zadowolenia. Legia doliczając ostatni mecz towarzyski (z Levski Sofia, wygrana 0:2) nie przegrała od 10 spotkań i nic nie stoi na przeszkodzie, by tą serię kontynuować. Ważne zwycięstwo nad Wisłą Kraków zbliżyło "Dumę Stolicy" do fotelu lidera. Strata do Wisły wynosi już tylko 5 punktów i Legioniści włączają się w walkę o mistrzostwo. By osiągnąć ten cel, muszą dobrze prezentować się szczególnie w takich spotkaniach.
czwartek, 25 lutego 2010
Typ nr.2 - rozliczenie.
AS Roma - Panathinaikos Ateny
Typ: 1
Kurs: 1.45
Bukmacher: Unibet
Stawka: 4/10
No i pierwsza pomyłka.
Typ: 1
Kurs: 1.45
Bukmacher: Unibet
Stawka: 4/10
No i pierwsza pomyłka.
Typ nr.2!
AS Roma - Panathinaikos Ateny
Typ: 1
Kurs: 1.45
Bukmacher: Unibet
Stawka: 4/10
Bardzo ciekawe spotkanie odbędzie się już dzisiaj w rewanżowej kolejce spotkań ligi europejskiej. Po zaciętym pierwszym meczu, w którym Panathinaikos wygrał w Atenach 3:2, Roma przystępuje do spotkania jako murowany faworyt. Gospodarzom wystarczy jednobramkowe zwycięstwo (1:0 lub 2:1). Gospodarze są jednak osłabieni i granie handicapów raczej nie wchodzi w grę. Na szpicy w tym spotkaniu wystąpi Mirko Vucinic, który zagwarantował w niedzielę cenne trzy punkty z Catanią. Grecka drużyna w niedzielę przegrała wyjazdowe spotkanie z Paokiem Saloniki (2:1), a jedyną bramkę dla gości zdobył Cisse. Braki w składzie gospodarzy głównie tyczą się formacji napastników. Ze składu wypadli: Toni, J.Sergio, Totti, Pizarro. W składzie gości na pewno nie zobaczymy Seitaridisa i Rodrigueza. Roma u siebie nie przegrała od 14 spotkań, stąd też można mówić o niezdobytej twierdzy Stadio Olimpico. Wydaje się, że Grecy mimo pierwszego zwycięstwa mają małe szanse na awans. Co prawda, wystarcza im remis, jednak nie dać sobie strzelić bramki w Rzymie jest naprawdę ciężko. Ostatni raz ta sztuka udała się drużynie Livorno (0:1), jednak był to okres wzmożonej ilości kontuzji w szeregach Romy. Dodatkowo, Giallorossi w ostatnich 10 spotkaniach stracili tylko 5 bramek, a zaaplikowali przeciwnikom 18. Myślę, że warto zagrać to spotkanie.
Typ: 1
Kurs: 1.45
Bukmacher: Unibet
Stawka: 4/10
Bardzo ciekawe spotkanie odbędzie się już dzisiaj w rewanżowej kolejce spotkań ligi europejskiej. Po zaciętym pierwszym meczu, w którym Panathinaikos wygrał w Atenach 3:2, Roma przystępuje do spotkania jako murowany faworyt. Gospodarzom wystarczy jednobramkowe zwycięstwo (1:0 lub 2:1). Gospodarze są jednak osłabieni i granie handicapów raczej nie wchodzi w grę. Na szpicy w tym spotkaniu wystąpi Mirko Vucinic, który zagwarantował w niedzielę cenne trzy punkty z Catanią. Grecka drużyna w niedzielę przegrała wyjazdowe spotkanie z Paokiem Saloniki (2:1), a jedyną bramkę dla gości zdobył Cisse. Braki w składzie gospodarzy głównie tyczą się formacji napastników. Ze składu wypadli: Toni, J.Sergio, Totti, Pizarro. W składzie gości na pewno nie zobaczymy Seitaridisa i Rodrigueza. Roma u siebie nie przegrała od 14 spotkań, stąd też można mówić o niezdobytej twierdzy Stadio Olimpico. Wydaje się, że Grecy mimo pierwszego zwycięstwa mają małe szanse na awans. Co prawda, wystarcza im remis, jednak nie dać sobie strzelić bramki w Rzymie jest naprawdę ciężko. Ostatni raz ta sztuka udała się drużynie Livorno (0:1), jednak był to okres wzmożonej ilości kontuzji w szeregach Romy. Dodatkowo, Giallorossi w ostatnich 10 spotkaniach stracili tylko 5 bramek, a zaaplikowali przeciwnikom 18. Myślę, że warto zagrać to spotkanie.
niedziela, 21 lutego 2010
sobota, 20 lutego 2010
Nowość - typy bukmacherskie
Wprowadzam do bloga kolejną nowość. Tym razem będą to typy z analizami bukmacherskimi. Nie będzie ich dużo, tylko najwybitniejsze selekcje z danego dnia.
Pierwszy typ na 21 lutego, godzina 15:00. Pojedynek w Serie A, pomiędzy Bologną, a Juventusem. Faworytem bez wątpienia goście, dodatkowo gospodarze są trapieni kontuzjami bramkostrzelnych zawodników.
Bologna - Juventus Turyn
Typ: 2
Kurs: 1.92
Bukmacher: Pinnacle Sports
Stawka: 6/10
Zdecydowanym faworytem tego spotkania jest ekipa gości, która powoli zażegnuje kryzys, przez który straciła szanse na mistrzostwo włoskiej ligi. Bologna aktualnie na 14 miejscu ma w miarę bezpieczną przewagę nad strefą spadkową - 5 punktów. Co ciekawe ekipa ta nie przegrała od 6 spotkań. Mimo to warto grać na gości, z którymi Bologna nie wygrała od 12 lat na swoim stadionie. Juve w lutym gra o niebo lepiej, a serię porażek przerwało jeszcze w styczniu, dokładnie 31 remisując z Lazio 1:1. Następnie remis z Livorno i w końcu dwa zwycięstwa, z Genuą 3:2 i wyjazdowe z Ajaxem 1:2. W ekipie gospodarzy szpital wśród piłkarzy bramkostrzelnych: Marco Di Vaio i Henry Gimenez. Pierwszy nie zagra na 99%, drugi w ostateczności może zacząć mecz na ławce rezerwowych - pełnych 90 minut nie da rady rozegrać. Nieobecni są również: Mutarelli, Pisanu, Modesto i Lanny. Goście w porównaniu z poprzednimi meczami bez większych zmartwień. Juve walczy o europejskie puchary i jutro musi zwyciężyć.
Bologna: Viviano – Zenoni, Portanova, Moras, Raggi, Busce, Mudingayi, Guana, Casarini, Zalayeta, Adailton
Juventus: Buffon – Grygera, Legrottaglie, Chiellini, Salihamidzić, Felipe Melo, Marchisio, De Ceglie, Diego, Trezeguet, Del Piero
Pierwszy typ na 21 lutego, godzina 15:00. Pojedynek w Serie A, pomiędzy Bologną, a Juventusem. Faworytem bez wątpienia goście, dodatkowo gospodarze są trapieni kontuzjami bramkostrzelnych zawodników.
Bologna - Juventus Turyn
Typ: 2
Kurs: 1.92
Bukmacher: Pinnacle Sports
Stawka: 6/10
Zdecydowanym faworytem tego spotkania jest ekipa gości, która powoli zażegnuje kryzys, przez który straciła szanse na mistrzostwo włoskiej ligi. Bologna aktualnie na 14 miejscu ma w miarę bezpieczną przewagę nad strefą spadkową - 5 punktów. Co ciekawe ekipa ta nie przegrała od 6 spotkań. Mimo to warto grać na gości, z którymi Bologna nie wygrała od 12 lat na swoim stadionie. Juve w lutym gra o niebo lepiej, a serię porażek przerwało jeszcze w styczniu, dokładnie 31 remisując z Lazio 1:1. Następnie remis z Livorno i w końcu dwa zwycięstwa, z Genuą 3:2 i wyjazdowe z Ajaxem 1:2. W ekipie gospodarzy szpital wśród piłkarzy bramkostrzelnych: Marco Di Vaio i Henry Gimenez. Pierwszy nie zagra na 99%, drugi w ostateczności może zacząć mecz na ławce rezerwowych - pełnych 90 minut nie da rady rozegrać. Nieobecni są również: Mutarelli, Pisanu, Modesto i Lanny. Goście w porównaniu z poprzednimi meczami bez większych zmartwień. Juve walczy o europejskie puchary i jutro musi zwyciężyć.
Bologna: Viviano – Zenoni, Portanova, Moras, Raggi, Busce, Mudingayi, Guana, Casarini, Zalayeta, Adailton
Juventus: Buffon – Grygera, Legrottaglie, Chiellini, Salihamidzić, Felipe Melo, Marchisio, De Ceglie, Diego, Trezeguet, Del Piero
niedziela, 14 lutego 2010
Z kart historii cz.1.
Urodzony 1 lutego 1915r. w Stoke-on-Trent Sir Stanley Matthews był znaną i lubianą, piłkarską postacią w angielskiej piłce, choć nie tylko. Jako pierwszy został odznaczony nagrodą złotej piłki nadawaną przez tygodnik France Football. Jego nominalną pozycją było prawe skrzydło, na którym grał w większości spotkań. Jego technika i styl gry był podziwiany przez wszystkich fanów futbolu - w końcu doczekał się przydomku "Czarodziej dryblingu", na który zasługiwał jak mało kto.
Był trzecim synem lokalnego boksera - Jacka Matthewsa, zamieszkiwali jeden z domów w dzielnicy Hanley, przy ulicy Seymour Street. Ojciec chciał, by syn poszedł w jego ślady, jednak Stanleya bardziej od boksu interesowała piłka nożna.
Swoją piłkarską karierę rozpoczął w lokalnym klubie Stoke City, w roku 1932. W sezonie 32/33 wraz z klubem awansował z drugiej do pierwszej dywizji. W wieku 18 lat rozpoczął swoją przygodę z reprezentacją Anglii, dla której od pierwszych występów zdobywał bramki. W 1937 roku zdobył hat-tricka w wygranym meczu z Czechosłowacją 5:4. W tym samym sezonie rozpatrzał odejście ze swojego klubu, po zajęciu 17 pozycji w pierwszej dywizji. Nieco ponad 3000 fanów sprzeciwiło się takiej decyzji i Stanley postanowił zostać, mimo sporych ambicji i umiejętności.
W maju 1938 został powołany do reprezentacji na spotkanie z Niemcami, w Berlinie. Podczas przygotowań do meczu, do szatni zespołu brytyjskiego wszedł ponoć sam Adolf Hitler, który zakomunikował, iż zawodnicy angielscy muszą zasalutować nazistowskim gestem ku jego chwale. Werdykt był jeden - wszyscy zawodnicy zgodnie uznali to za obrazę i rzecz nie do wykonania. Padły ponoć słowa, że A.H. nazistowski gest może wsadzić sobie tam, gdzie światło nie dochodzi. Kilka minut później do szatni wtargnął jednak brytyjski ambasador w Berlinie - Sir Neville Henderson, który tłumaczył konieczność akceptacji wymogów niemieckiego wodza ze względu na wiszącą na włosku sytuację polityczną skonfliktowanych krajów. Niechętni zawodnicy pod naporami wyższych osobistości angielskich po przedyskutowaniu sytuacji zgodzili się wykonać ten gest. Mecz oglądało ponad 110 000 widzów, w tym osoby blisko związane z rządem Niemiec - Herman Goering i Joseph Goebbels. Anglikom ostatecznie po ciekawym spotkaniu udało się zwyciężyć w stosunku 6:3.
W okresie rozpoczęcia II WŚ, w Anglii zakazano rozgrywania spotkań piłkarskich. Dopiero 14 dnia września zezwolono na mecze towarzyskie z udziałem maksymalnie 8000 widzów. Kluby mogły grać tylko przeciwko drużynom, które znajdowały się nie dalej, niż 50 mil drogi. Stanley wziął udział w trzech towarzyskich spotkaniach: Blackpool, Manchester United i Arsenal. W czasie wojny służył w jednostkach Royal Air Force.
Kolejnym etapem jego kariery były stracone lata z niemałymi problemami, o których jednak informacji jest bardzo mało. Brak występów w reprezentacji zmusił go do podjęcia decyzji o przejściu do lepszego w tamtych czasach klubu - Blackpool. Cena, jaką Stoke otrzymało za Stanleya sięgnęła 11 500 funtów. W wieku 32 lat raczej żaden zawodnik w tamtym czasie nie mógł liczyć na taki transfer, za taką kwotę. Manager nowego klubu Matthewsa - Joe Smith był jednak zadowolony. Dołączył do zespołu, w którym grały znane osobistości, m.in. Hughie Kelly, Stan Mortensen, Harry Johnson i Bill Perry. Już w sezonie 47/48 wraz z drużyną awansował do finału FA Cup, po pewnych zwycięstwach nad Chester (4-0), Colchester United (5-0), Fulham (2-0), Tottenham Hotspur (3-1). W finale drużyna Stanleya przegrała jednak z Manchesterem United 4-2. Ten sezon mógł jednak zaliczyć do udanych, a za swoje występy otrzymał FWA nagrodę piłkarza roku w Anglii. Wkrótce odzyskał również miejsce w drużynie narodowej, z którą od razu zaliczył świetną passę: zwycięstwa ze Szkocją (2-0), Włochami (4-0), Irlandią Północną (6-2), Walią (1-0) i Szwajcarią (6-0).
Sezon 50/51 to znowu finał FA Cup i tym razem porażka z Newcastle United 2-0. Trzecia próba w ciągu pięciu lat nastąpiła w sezonie 52/53, gdzie Blacpool dotarło do finału wraz z Boltonem Wanderers. Drużyna Stanleya przegrywała już 3-1 do przerwy, jednak udało się doprowadzić do dogrywki (3-3). W doliczonym czasie gry udało się zdobyć gola na 4-3, a Blackpool osiągnęło swój cel, w końcu, po pięciu latach prób. W wieku 38 lat Stanley spełnił swoje marzenie o zdobyciu medalu, pucharu Fa Cup. W latach 55/56 Blackpool zakończyło sezon na drugim miejscu, a Matthews otrzymał nagrodę najlepszego europejskiego zawodnika sezonu - pierwszą w historii tej kategorii. Stan chciał grać zawsze, jednak w maju 1957 rozegrał swoje ostatnie spotkanie reprezentacyjne przeciwko Danii. Anglicy zwyciężyli 4-1, a ogólnie w 53 występach dla drużyny narodowej Matthews zdobył 11 bramek w 53 spotkaniach.
Klubową karierę kontynuował nadal, a w wieku 46 lat przeszedł do Stoke City chcąc pomóc klubowi w awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Rok po przejściu - 1962r. awansował ze Stoke do wyższej ligi, a sam Stanley wybrany został drugi raz w karierze piłkarzem roku.
Ostatnie historyczne spotkanie rozegrał w wieku 50 lat, dokładnie 6 lutego 1965. W czasie swojej kariery wystąpił w 701 meczach ligowych i pucharowych oraz zdobył 71 bramek. Za zasługi dla sportu otrzymał tytuł szlachecki.
Przygodę ze sportem kontynuował jako manager stołecznego rywala Stoke - Port Vale. Przez 3 lata robił co mógł, a po tym czasie został zwolniony z pracy za rzekome nielegalne wypłaty pieniędzy dla zawodników. Port Vale miało zostać wyrzucone z Football League, jednak przywrócono ich do ligi.
Po mało udanej przygodzie z trenowaniem ogłosił, że zbyt wcześnie skończył karierę i postanowił dołączyć do maltańskiej ekipy Hibernians. Trenował również w RPA i Kanadzie ostatecznie kończąc karierę na Malcie.
Za swoje zasługi niedaleko Britannia Stadium (Stoke City) został wybudowany pomnik na jego cześć.
23 lutego 2000 świat obległa informacja o jego śmierci. Do dziś dnia funkcjonuje fundacja pod jego patronatem, która pomaga młodzieży spełniać swoje zawodowe marzenia.
Był trzecim synem lokalnego boksera - Jacka Matthewsa, zamieszkiwali jeden z domów w dzielnicy Hanley, przy ulicy Seymour Street. Ojciec chciał, by syn poszedł w jego ślady, jednak Stanleya bardziej od boksu interesowała piłka nożna.
Swoją piłkarską karierę rozpoczął w lokalnym klubie Stoke City, w roku 1932. W sezonie 32/33 wraz z klubem awansował z drugiej do pierwszej dywizji. W wieku 18 lat rozpoczął swoją przygodę z reprezentacją Anglii, dla której od pierwszych występów zdobywał bramki. W 1937 roku zdobył hat-tricka w wygranym meczu z Czechosłowacją 5:4. W tym samym sezonie rozpatrzał odejście ze swojego klubu, po zajęciu 17 pozycji w pierwszej dywizji. Nieco ponad 3000 fanów sprzeciwiło się takiej decyzji i Stanley postanowił zostać, mimo sporych ambicji i umiejętności.
W maju 1938 został powołany do reprezentacji na spotkanie z Niemcami, w Berlinie. Podczas przygotowań do meczu, do szatni zespołu brytyjskiego wszedł ponoć sam Adolf Hitler, który zakomunikował, iż zawodnicy angielscy muszą zasalutować nazistowskim gestem ku jego chwale. Werdykt był jeden - wszyscy zawodnicy zgodnie uznali to za obrazę i rzecz nie do wykonania. Padły ponoć słowa, że A.H. nazistowski gest może wsadzić sobie tam, gdzie światło nie dochodzi. Kilka minut później do szatni wtargnął jednak brytyjski ambasador w Berlinie - Sir Neville Henderson, który tłumaczył konieczność akceptacji wymogów niemieckiego wodza ze względu na wiszącą na włosku sytuację polityczną skonfliktowanych krajów. Niechętni zawodnicy pod naporami wyższych osobistości angielskich po przedyskutowaniu sytuacji zgodzili się wykonać ten gest. Mecz oglądało ponad 110 000 widzów, w tym osoby blisko związane z rządem Niemiec - Herman Goering i Joseph Goebbels. Anglikom ostatecznie po ciekawym spotkaniu udało się zwyciężyć w stosunku 6:3.
W okresie rozpoczęcia II WŚ, w Anglii zakazano rozgrywania spotkań piłkarskich. Dopiero 14 dnia września zezwolono na mecze towarzyskie z udziałem maksymalnie 8000 widzów. Kluby mogły grać tylko przeciwko drużynom, które znajdowały się nie dalej, niż 50 mil drogi. Stanley wziął udział w trzech towarzyskich spotkaniach: Blackpool, Manchester United i Arsenal. W czasie wojny służył w jednostkach Royal Air Force.
Kolejnym etapem jego kariery były stracone lata z niemałymi problemami, o których jednak informacji jest bardzo mało. Brak występów w reprezentacji zmusił go do podjęcia decyzji o przejściu do lepszego w tamtych czasach klubu - Blackpool. Cena, jaką Stoke otrzymało za Stanleya sięgnęła 11 500 funtów. W wieku 32 lat raczej żaden zawodnik w tamtym czasie nie mógł liczyć na taki transfer, za taką kwotę. Manager nowego klubu Matthewsa - Joe Smith był jednak zadowolony. Dołączył do zespołu, w którym grały znane osobistości, m.in. Hughie Kelly, Stan Mortensen, Harry Johnson i Bill Perry. Już w sezonie 47/48 wraz z drużyną awansował do finału FA Cup, po pewnych zwycięstwach nad Chester (4-0), Colchester United (5-0), Fulham (2-0), Tottenham Hotspur (3-1). W finale drużyna Stanleya przegrała jednak z Manchesterem United 4-2. Ten sezon mógł jednak zaliczyć do udanych, a za swoje występy otrzymał FWA nagrodę piłkarza roku w Anglii. Wkrótce odzyskał również miejsce w drużynie narodowej, z którą od razu zaliczył świetną passę: zwycięstwa ze Szkocją (2-0), Włochami (4-0), Irlandią Północną (6-2), Walią (1-0) i Szwajcarią (6-0).
Sezon 50/51 to znowu finał FA Cup i tym razem porażka z Newcastle United 2-0. Trzecia próba w ciągu pięciu lat nastąpiła w sezonie 52/53, gdzie Blacpool dotarło do finału wraz z Boltonem Wanderers. Drużyna Stanleya przegrywała już 3-1 do przerwy, jednak udało się doprowadzić do dogrywki (3-3). W doliczonym czasie gry udało się zdobyć gola na 4-3, a Blackpool osiągnęło swój cel, w końcu, po pięciu latach prób. W wieku 38 lat Stanley spełnił swoje marzenie o zdobyciu medalu, pucharu Fa Cup. W latach 55/56 Blackpool zakończyło sezon na drugim miejscu, a Matthews otrzymał nagrodę najlepszego europejskiego zawodnika sezonu - pierwszą w historii tej kategorii. Stan chciał grać zawsze, jednak w maju 1957 rozegrał swoje ostatnie spotkanie reprezentacyjne przeciwko Danii. Anglicy zwyciężyli 4-1, a ogólnie w 53 występach dla drużyny narodowej Matthews zdobył 11 bramek w 53 spotkaniach.
Klubową karierę kontynuował nadal, a w wieku 46 lat przeszedł do Stoke City chcąc pomóc klubowi w awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Rok po przejściu - 1962r. awansował ze Stoke do wyższej ligi, a sam Stanley wybrany został drugi raz w karierze piłkarzem roku.
Ostatnie historyczne spotkanie rozegrał w wieku 50 lat, dokładnie 6 lutego 1965. W czasie swojej kariery wystąpił w 701 meczach ligowych i pucharowych oraz zdobył 71 bramek. Za zasługi dla sportu otrzymał tytuł szlachecki.
Przygodę ze sportem kontynuował jako manager stołecznego rywala Stoke - Port Vale. Przez 3 lata robił co mógł, a po tym czasie został zwolniony z pracy za rzekome nielegalne wypłaty pieniędzy dla zawodników. Port Vale miało zostać wyrzucone z Football League, jednak przywrócono ich do ligi.
Po mało udanej przygodzie z trenowaniem ogłosił, że zbyt wcześnie skończył karierę i postanowił dołączyć do maltańskiej ekipy Hibernians. Trenował również w RPA i Kanadzie ostatecznie kończąc karierę na Malcie.
Za swoje zasługi niedaleko Britannia Stadium (Stoke City) został wybudowany pomnik na jego cześć.
23 lutego 2000 świat obległa informacja o jego śmierci. Do dziś dnia funkcjonuje fundacja pod jego patronatem, która pomaga młodzieży spełniać swoje zawodowe marzenia.
niedziela, 17 stycznia 2010
Ligowi słabeusze!
Europejskie ligi odznaczają się emocjonującym przebiegiem całego sezonu, jednak już po połowie 09/10 zarysowały się tzw. "czerwone latarnie" lig. Pseudonim ten nadaje się drużynie, która jest dostarczycielem punktów - prezentuje wyraźnie niższy poziom piłki od reszty klubów i przegrywa praktycznie każdy mecz. Idealnym przykładem takiego klubu jest niemiecka Hertha Berlin, która jeszcze nie tak dawno występowała w europejskich pucharach.
Ekipa z Berlina po 18 kolejkach Bundesligi posiada na swoim koncie dopiero 9 punktów - tylko dwie wygrane i trzy remisy, przy trzynastu porażkach. Średnio pół punktu na mecz... Bilans fatalny, jednak ostatnie zwycięstwo 0:3 z Hannoverem 96 może okazać się kluczem do odzyskania formy. Wydaje się, że zima mocno przewietrzyła mózgi zawodników związanych z Herthą i rozpocznie się ciężki bój o pozostanie w lidze. Ciężko jest sobie wyobrazić, by tak znany klub, który w dorobku ma m.in. dwa tytuły mistrza Niemiec mógłby spaść do 2 Bundesligi.
Kolejnym przedstawicielem takich klubów jest hiszpańskie Xerez CD. W 17 kolejkach zespół wygrał zaledwie raz i to nie z byle kim, bo z ekipą Żółtej Łodzi Podwodnej - Villareal CF (2:1). Siedem punktów zdobytych daje około 0,41 bramki na mecz - bilans jeszcze gorszy niż Hertha. Xerez jako beniaminek był skazywany do spadku, jednak nikt nie spodziewał się, że w takim stylu.
W Anglii Portsmouth po siedmiu meczach nie miało punktów. Ekipa z ciekawymi nazwiskami nie potrafiła wygrać z Fulham, czy Birmingham. Ostatnio forma zespołu się nieco poprawiła - tracą już tylko 5 punktów do miejsca nad strefą spadkową i ostatnie wyniki pokazują, że walka będzie trwała do ostatniej kolejki, a gracze są zdeterminowani. Szczególnie zwycięstwo 2:0 nad Liverpoolem podbudowało morale zespołu. Średnio 0,70 punktu na mecz.
W angielskiej League Two Darlington rozegrało 21 spotkań i zdobyło tylko 8 oczek. Co ciekawe, na wyjeździe tylko 1 punkt w 11 spotkaniach - 1 remis i 10 porażek - bilans katastrofalny. Zespół zdobył 10 bramek, przy okazji tracąc 45.
Duńska pierwsza liga niesie aż dwóch dostarczycieli punktów: Randers FC i HB Koge. Oba zespoły mają podobne bilanse meczy: 1 zwycięstwo, 5 remisów i 12 porażek - całe 8 punktów w 18 spotkaniach, co daje średnio 0,44 punktu na mecz. Odpowiednio bilanse bramek to -20 i -26. Z ligi spadają dwa zespoły - raczej wszystko jest już przesądzone.
We francuskiej Ligue 1 Grenoble zgromadziło dotychczas tylko 7 punktów. Po 20 kolejkach ekipa ta zgromadziła punkty tylko w 5 meczach. 1 zwycięstwo, 4 remisy i 15 porażek i 11:35 w bramkach. Jeden z gorszych bilansów punktów na mecz: 0,35.
Niewątpliwie najgorszą ekipą w czołowych ligach Europy jest grecki Panthrakikos, który w 17 spotkaniach tylko dwukrotnie remisował i aż 15 razy przegrał. 9 goli strzelonych pokazuje, że ten zespół nie nadaje się do gry w greckiej Super Lidze. Punkty na mecz: 0,12.
W Turcji Denizlispor po 17 kolejkach ma 7 punktów - prawie połowa z nich to zasługa przyznanego walkowera z Ankarasporem, którzy oficjalnie wystartował w rozgrywkach, ale wszystkie mecze mają ustalony walkower 3:0. Denizlispor w rozegranych 16 meczach zdobył 4 punkty - średnio 0,25 punktu na mecz.
Podając wiele przykładów pominąłem straty do liderów danych lig. I tu liczby sięgają we wielu przypadkach aż 40 punktów.
Ekipa z Berlina po 18 kolejkach Bundesligi posiada na swoim koncie dopiero 9 punktów - tylko dwie wygrane i trzy remisy, przy trzynastu porażkach. Średnio pół punktu na mecz... Bilans fatalny, jednak ostatnie zwycięstwo 0:3 z Hannoverem 96 może okazać się kluczem do odzyskania formy. Wydaje się, że zima mocno przewietrzyła mózgi zawodników związanych z Herthą i rozpocznie się ciężki bój o pozostanie w lidze. Ciężko jest sobie wyobrazić, by tak znany klub, który w dorobku ma m.in. dwa tytuły mistrza Niemiec mógłby spaść do 2 Bundesligi.
Kolejnym przedstawicielem takich klubów jest hiszpańskie Xerez CD. W 17 kolejkach zespół wygrał zaledwie raz i to nie z byle kim, bo z ekipą Żółtej Łodzi Podwodnej - Villareal CF (2:1). Siedem punktów zdobytych daje około 0,41 bramki na mecz - bilans jeszcze gorszy niż Hertha. Xerez jako beniaminek był skazywany do spadku, jednak nikt nie spodziewał się, że w takim stylu.
W Anglii Portsmouth po siedmiu meczach nie miało punktów. Ekipa z ciekawymi nazwiskami nie potrafiła wygrać z Fulham, czy Birmingham. Ostatnio forma zespołu się nieco poprawiła - tracą już tylko 5 punktów do miejsca nad strefą spadkową i ostatnie wyniki pokazują, że walka będzie trwała do ostatniej kolejki, a gracze są zdeterminowani. Szczególnie zwycięstwo 2:0 nad Liverpoolem podbudowało morale zespołu. Średnio 0,70 punktu na mecz.
W angielskiej League Two Darlington rozegrało 21 spotkań i zdobyło tylko 8 oczek. Co ciekawe, na wyjeździe tylko 1 punkt w 11 spotkaniach - 1 remis i 10 porażek - bilans katastrofalny. Zespół zdobył 10 bramek, przy okazji tracąc 45.
Duńska pierwsza liga niesie aż dwóch dostarczycieli punktów: Randers FC i HB Koge. Oba zespoły mają podobne bilanse meczy: 1 zwycięstwo, 5 remisów i 12 porażek - całe 8 punktów w 18 spotkaniach, co daje średnio 0,44 punktu na mecz. Odpowiednio bilanse bramek to -20 i -26. Z ligi spadają dwa zespoły - raczej wszystko jest już przesądzone.
We francuskiej Ligue 1 Grenoble zgromadziło dotychczas tylko 7 punktów. Po 20 kolejkach ekipa ta zgromadziła punkty tylko w 5 meczach. 1 zwycięstwo, 4 remisy i 15 porażek i 11:35 w bramkach. Jeden z gorszych bilansów punktów na mecz: 0,35.
Niewątpliwie najgorszą ekipą w czołowych ligach Europy jest grecki Panthrakikos, który w 17 spotkaniach tylko dwukrotnie remisował i aż 15 razy przegrał. 9 goli strzelonych pokazuje, że ten zespół nie nadaje się do gry w greckiej Super Lidze. Punkty na mecz: 0,12.
W Turcji Denizlispor po 17 kolejkach ma 7 punktów - prawie połowa z nich to zasługa przyznanego walkowera z Ankarasporem, którzy oficjalnie wystartował w rozgrywkach, ale wszystkie mecze mają ustalony walkower 3:0. Denizlispor w rozegranych 16 meczach zdobył 4 punkty - średnio 0,25 punktu na mecz.
Podając wiele przykładów pominąłem straty do liderów danych lig. I tu liczby sięgają we wielu przypadkach aż 40 punktów.
sobota, 9 stycznia 2010
Beniaminek Premiership ma szanse na puchary!
Rok temu po pierwszych kilku kolejkach realne szanse na puchary miała ekipa Hull City. Drużyna Tygrysów spuchła jednak po około połowie sezonu i ostatecznie z ogromnym szczęściem utrzymała się w Premiership na następny sezon. W aktualnych rozgrywkach na miano najlepszego beniaminka zasługuje niewątpliwie Birmingham City, które przed sezonem było jednym z głównych kandydatów do spadku. Zawodnicy z St Andrew's Stadium sezon 09/10 rozpoczęli od porażki z Manchesterem United, ale w tym meczu napsuli wiele krwi Czerwonym Diabłom. Jedyną bramkę spotkania zdobył Wayne Rooney. W kolejnych pojedynkach gorsze przeplatały się z lepszymi, dopóki nie nadszedł 24 październik i spotkanie z Sunderlandem u siebie. Blues - bo taki przydomek nosi drużyna z Birmingham, zwyciężyli w ważnym spotkaniu z sąsiadem z tabeli - Sunderlandem 2:1. Był to przełom w grze - po czterech porażkach z rzędu (Sunderland, Bolton, Burnley, Arsenal) przyszło arcyważne zwycięstwo. Nikt się jednak nie spodziewał, że będzie to początek imponującej passy 12 meczy bez porażki. Blues są aktualnie niepokonani od prawie trzech miesięcy - co beniaminkom w Anglii z reguły się nie zdarza. W czasie tej fantastycznej serii Birmingham zatrzymało m.in. Liverpool (2:2) i Manchester City (0:0), a także Chelsea (0:0) i Manchester United (1:1). Praktycznie każda drużyna w lidze już przekonała się o ich sile - remisując, bądź przegrywając. W 12 spotkaniach Birmingham zdobyło 24 punkty: 6 zwycięstw i 6 remisów.
W tej chwili zespół zajmuje 8 miejsce w tabeli z dorobkiem 33 punktów i dodatnim bilansem bramkowym (21-19). Na koncie po 21 kolejkach jest 9 zwycięstw, 6 remisów i 6 porażek.
Najlepszymi strzelcami zespołu są Lee Bowyer (niegdyś znany z występów m.in. dla Leeds United, West Ham United, czy Newcastle United) oraz Cameron Jerome, który ma tyle samo bramek (5). Ważnym ogniwem siły ofensywnej Birmingham jest również Sebastian Larsson - szwed, sprowadzony z Arsenalu jest w tym sezonie jednym z ważniejszych graczy na boisku - gra bez niego jest bardzo ciężka, to on kreuje wszystkie akcje w środku pola. Strzelił dotychczas 4 bramki, jednak w większości akcji miał swój udział. Oprócz doświadczonych graczy na pokładzie są również ciekawe, młode osobistości. Jedną z najbardziej wyróżniających się jest James O'Shea, który ma dopiero 21 lat i jest najmłodszym graczem kadry pierwszego zespołu. Nie jest jeszcze na tyle doświadczony, by grać regularnie, ale powoli będzie wdrażany do składu - otrzymał już szansę gry z Manchesterem United (9 minut).
Trenerem zespołu jest znany na wyspach Alex McLeish. W karierze piłkarskiej rozegrał 77 spotkań w drużynie narodowej Szkocji oraz około 500 meczy w klubach (ponad 490 w Aberdeen). W 1994 rozpoczął karierę trenerską w Motherwell, później jego osoba przetoczyła się przez Hibernian i Rangers, by ostatecznie zostać w 2007 roku trenerem reprezentacji Szkocji. W 2008 został zakontraktowany w Birmingham, z którym awansował do Premiership (z 2 miejsca w Championship). Kibice Blues okrzyknęli go bohaterem klubu.
Jeśli forma drużyny się utrzyma, Birmingham ma spore szanse na występ w pucharach. Może Liga Mistrzów to jeszcze za dużo, ale bardzo realnie wygląda sprawa Ligi Europejskiej. Do miejsca premiowanego grę w kwalifikacjach LE Birmingham potrzebuje jeszcze dwóch punktów - o tą pozycję walczy z takimi drużynami jak Tottenham, Manchester City, Liverpool i Aston Villa. Tylko nasuwa się pytanie - czy wystarczy sił? Czy przygotowanie do sezonu jest na tyle dobre, by kondycyjnie wytrzymać do końca sezonu? Od lutego w tygodniu drużyny z Anglii będą miały do rozegrania po 2-3 mecze w tygodniu, ze względu na przeniesione spotkania ligowe, które nie mogły być rozegrane z powodu opadów śniegu. Zima zaatakowała wyspy na dobre - większość spotkań jest odwołana, ale... Birmingham swój stadion zdąża przygotować na każdy mecz i póki co nie ma żadnych przeniesionych meczy u siebie. Przy natężeniu spotkań innych drużyn Birmingham powinno spokojnie kończyć sezon bez nadmiaru obciążeń, a więc szanse na puchary są spore...
Poniżej przedstawiamy jedno z ostatnich spotkań Birmingham, w którym niespodziewanie zremisowali na Anfield Road 2:2.
Liverpool 2:2 Birmingham City (bramki)
W tej chwili zespół zajmuje 8 miejsce w tabeli z dorobkiem 33 punktów i dodatnim bilansem bramkowym (21-19). Na koncie po 21 kolejkach jest 9 zwycięstw, 6 remisów i 6 porażek.
Najlepszymi strzelcami zespołu są Lee Bowyer (niegdyś znany z występów m.in. dla Leeds United, West Ham United, czy Newcastle United) oraz Cameron Jerome, który ma tyle samo bramek (5). Ważnym ogniwem siły ofensywnej Birmingham jest również Sebastian Larsson - szwed, sprowadzony z Arsenalu jest w tym sezonie jednym z ważniejszych graczy na boisku - gra bez niego jest bardzo ciężka, to on kreuje wszystkie akcje w środku pola. Strzelił dotychczas 4 bramki, jednak w większości akcji miał swój udział. Oprócz doświadczonych graczy na pokładzie są również ciekawe, młode osobistości. Jedną z najbardziej wyróżniających się jest James O'Shea, który ma dopiero 21 lat i jest najmłodszym graczem kadry pierwszego zespołu. Nie jest jeszcze na tyle doświadczony, by grać regularnie, ale powoli będzie wdrażany do składu - otrzymał już szansę gry z Manchesterem United (9 minut).
Trenerem zespołu jest znany na wyspach Alex McLeish. W karierze piłkarskiej rozegrał 77 spotkań w drużynie narodowej Szkocji oraz około 500 meczy w klubach (ponad 490 w Aberdeen). W 1994 rozpoczął karierę trenerską w Motherwell, później jego osoba przetoczyła się przez Hibernian i Rangers, by ostatecznie zostać w 2007 roku trenerem reprezentacji Szkocji. W 2008 został zakontraktowany w Birmingham, z którym awansował do Premiership (z 2 miejsca w Championship). Kibice Blues okrzyknęli go bohaterem klubu.
Jeśli forma drużyny się utrzyma, Birmingham ma spore szanse na występ w pucharach. Może Liga Mistrzów to jeszcze za dużo, ale bardzo realnie wygląda sprawa Ligi Europejskiej. Do miejsca premiowanego grę w kwalifikacjach LE Birmingham potrzebuje jeszcze dwóch punktów - o tą pozycję walczy z takimi drużynami jak Tottenham, Manchester City, Liverpool i Aston Villa. Tylko nasuwa się pytanie - czy wystarczy sił? Czy przygotowanie do sezonu jest na tyle dobre, by kondycyjnie wytrzymać do końca sezonu? Od lutego w tygodniu drużyny z Anglii będą miały do rozegrania po 2-3 mecze w tygodniu, ze względu na przeniesione spotkania ligowe, które nie mogły być rozegrane z powodu opadów śniegu. Zima zaatakowała wyspy na dobre - większość spotkań jest odwołana, ale... Birmingham swój stadion zdąża przygotować na każdy mecz i póki co nie ma żadnych przeniesionych meczy u siebie. Przy natężeniu spotkań innych drużyn Birmingham powinno spokojnie kończyć sezon bez nadmiaru obciążeń, a więc szanse na puchary są spore...
Poniżej przedstawiamy jedno z ostatnich spotkań Birmingham, w którym niespodziewanie zremisowali na Anfield Road 2:2.
Liverpool 2:2 Birmingham City (bramki)
Etykiety:
anglia,
birmingham,
blues,
city,
europejskie,
le,
liga,
lm,
nożna,
piłka,
premiership,
puchar,
puchary,
sport
piątek, 8 stycznia 2010
Haniebna seria New Jersey Nets!
W każdym sporcie, w każdej lidze, w każdym sezonie jest drużyna, którą opiewa pseudonim "dostarczyciela punktów". W aktualnym sezonie NBA miano to przypadło drużynie New Jersey Nets. W meczach przedsezonowych Nets spotykali się dwukrotnie z Bostonem Celtics, dwukrotnie z New York Knicks, a także raz z Philadelphią 76ers. Oba dwumecze z Celtami i Knicks przegrali, mimo, że różnica w wyniku równała się kilku punktom. Piąte i ostatnie przedsezonowe spotkanie z 76ers ułożyło się po myśli gospodarzy meczu - Nets, którzy pewnie wygrali 110:88. Skuteczność pod koszem i duża ilość rzuconych punktów zwiastowały przebudzenie. Nic bardziej mylnego - Nets w 18 spotkaniach ligi NBA nie potrafili odnieść zwycięstwa. Co więcej, wszystkie mecze przegrywali raczej gładko - w żadnym spotkaniu nie było dogrywki. Nadszedł 5 grudnia, kibice zgromadzeni na hali Nets spodziewali się drugiej w tym sezonie porażki z Charlotte Bobcats - w pierwszym spotkaniu tych drużyn Bobcats zwyciężyli 79:68. Nikt się nie spodziewał, że Nets w końcu przerwą serię porażek - chociaż zwycięstwo w końcu nadejść musiało. Przewaga sześciu punktów w meczu pozwoliła zakończyć niechlubną serię porażek i ludzie związani z klubem mogli świętować pierwsze punkty w tabeli. To miał być przełom... Po wpadce następnego dnia z NY Knicks przyszło drugie zwycięstwo w sezonie - tym razem poległa ekipa Chicago Bulls 101:103. Gdy wszystko wydawało się być na dobrej drodze nastąpiła druga sroga seria porażek. 10 meczy bez zwycięstwa w tym porażka z sąsiadem w tabeli - Minnesotą Timberwolves na własnym parkiecie 99:103 pogrążyła klub na ostatniej pozycji w lidze. W sylwestra roku 2009 udało się jeszcze zwyciężyć NY Knicks, jednak nowy rok znowu rozpoczął prawdopodobnie kolejną sporą serię porażek. W 2010 roku są już 3 przegrane Nets: z Cleveland, Milwaukee i Atlantą. Kolejne spotkanie z New Orleans Hornets zapowiada się dla Nets niezwykle ciężko, bo drużyna ta kontynuuje serię 4 zwycięstw.
Na pokładzie Nets należy na pewno wyróżnić postać Brook Lopeza, który w tym sezonie jest jednym z najdłużej grających zawodników w meczach, a współczynnik punktów na mecz wynosi 18,4. Kolejny ważny gracz zespołu to Lee Courtney, który również jak Lopez gra prawie cały czas, a jego współczynnik PPG (points per game) wynosi 11,2. Oprócz wyżej wymieniony są jeszcze inni, dobrze rzucający i sporo grający zawodnicy: Yi Jianlian (PPG 16,5), Chris Douglas-Roberts (15,8) oraz kapitan zespołu Devin Harris (PPG 16,4). Mimo nie najgorszych wyników indywidualnych, Nets zajmują ostatnie miejsce w Eastern Conference, z 3 zwycięstwami i 32 porażkami. Współczynnik zespołu wynosi 0.086, dla porównania liderujący Boston ma 0.758, a przedostatnia Philadelphia 0.294.
Z drużyną wyraźnie dzieje się coś złego - nawet najgorsza drużyna Western Conference ma ponad dwukrotnie lepszy współczynnik w tabeli (Minnesota 0.194). Zespół potrzebuje pewnego punktu, który poprowadzi do zwycięstwa - na razie wszyscy są w miarę na wyrównanym poziomie i nie ma przodownika. Brak takiej osoby wyraźnie odbija się na formie ekipy, która musi poważnie przemyśleć dotychczasowe wyniki i w porę się obudzić, by nie zhańbić tak znanej marki w świecie NBA.
Kibice Nets zapewne wyliczają na palcach ręki, w ilu spotkaniach ich pupile będą mogli się jeszcze cieszyć w tym sezonie.
Skrót meczu przedsezonowego, NJ Nets 110:88 Philadelphia 76ers
Na pokładzie Nets należy na pewno wyróżnić postać Brook Lopeza, który w tym sezonie jest jednym z najdłużej grających zawodników w meczach, a współczynnik punktów na mecz wynosi 18,4. Kolejny ważny gracz zespołu to Lee Courtney, który również jak Lopez gra prawie cały czas, a jego współczynnik PPG (points per game) wynosi 11,2. Oprócz wyżej wymieniony są jeszcze inni, dobrze rzucający i sporo grający zawodnicy: Yi Jianlian (PPG 16,5), Chris Douglas-Roberts (15,8) oraz kapitan zespołu Devin Harris (PPG 16,4). Mimo nie najgorszych wyników indywidualnych, Nets zajmują ostatnie miejsce w Eastern Conference, z 3 zwycięstwami i 32 porażkami. Współczynnik zespołu wynosi 0.086, dla porównania liderujący Boston ma 0.758, a przedostatnia Philadelphia 0.294.
Z drużyną wyraźnie dzieje się coś złego - nawet najgorsza drużyna Western Conference ma ponad dwukrotnie lepszy współczynnik w tabeli (Minnesota 0.194). Zespół potrzebuje pewnego punktu, który poprowadzi do zwycięstwa - na razie wszyscy są w miarę na wyrównanym poziomie i nie ma przodownika. Brak takiej osoby wyraźnie odbija się na formie ekipy, która musi poważnie przemyśleć dotychczasowe wyniki i w porę się obudzić, by nie zhańbić tak znanej marki w świecie NBA.
Kibice Nets zapewne wyliczają na palcach ręki, w ilu spotkaniach ich pupile będą mogli się jeszcze cieszyć w tym sezonie.
Skrót meczu przedsezonowego, NJ Nets 110:88 Philadelphia 76ers
czwartek, 7 stycznia 2010
"Jedni z najstarszych..."
Stoke City to jeden z najstarszych zespołów piłkarskich na świecie, ma na karku prawie 150 lat, a w swojej historii sięgnął zaledwie po jedno wartościowe trofeum. Nie oznacza to jednak braku ciekawych wątków, historii związanych z klubem, a także barwnych postaci światowego futbolu. Klub został założony dokładnie w 1863 roku, a po jedyne trofeum w angielskiej piłce sięgnął w sezonie 1971/1972.
Droga w rozgrywkach pucharu ligi miała być krótka, jak zawsze. Z reguły klub żegnał się z rozgrywkami po dwóch, trzech spotkaniach. W tym sezonie Stoke udało się przetrwać w First Division (wtedy najwyższa klasa rozgrywkowa w Anglii), w ostatecznym rozrachunku zajmując 17 miejsce, z dorobkiem 35 punktów, w 42 spotkaniach. Nawet w zamysłach największych optymistów klub stać było co najwyżej na ćwierćfinały rozgrywek. The Potters (Garncarze) rozgrywki rozpoczęli od drugiej rundy - ze względu na występowanie w najlepszej lidze, w Anglii. Pierwszym przeciwnikiem okazała się drużyna Southport, a wyjazdowe spotkanie, które odbyło się 8 września nie należało do najłatwiejszych - mimo, iż drużyny dzieliła przepaść trzech lig. Goście zwyciężyli 1:2, co ciekawe, była to jedyna bramka Southport w historii, jaką zdobyła przeciwko Stoke. W trzeciej rundzie czekał już zespół drugoligowy - Oxford United, który w poprzedniej rundzie pokonał Milwall Londyn. W pierwszym spotkaniu oba zespoły zagrały wyrównane spotkanie - mecz zakończył się wynikiem 1:1 i wedle zasad pucharu ligi angielskiej należało zagrać drugie spotkanie - tym razem na Victoria Ground (na tym stadionie Stoke grało do 1997 roku). Potters pewnie zwyciężyło 2:0 ukazując swoją wyższość nad przeciwnikiem. Po losowaniu par czwartej rundy kibice Garncarzy utwierdzili się w przekonaniu - że to koniec przygody z pucharem, bowiem Potters trafili na Czerwone Diabły - Manchester United. Na stadionie Manchesteru padł wynik 1:1, co było w tym czasie ogromnym zaskoczeniem. Rewanż na Victoria Ground również nie wyłonił zwycięzcy (0:0). Trzecie już spotkanie między oboma zespołami przyniosło rozstrzygnięcia - ogromną niespodzianką było zwycięstwo Potters nad Red Devils 1:2. Wielu uważało, że to jednorazowy wypadek - udało się i już. W ćwierćfinale klub trafił na jedynego trzecioligowca na tym szczeblu rozgrywek - Bristol Rovers. Po ciekawym meczu Stoke wygrało 2:4, tym samym awansując do półfinału i wprowadzając swoich kibiców w ekstazę. Fachowcy nie spodziewali się, że Garncarze mimo gry w First Division mają szanse na takie osiągnięcia. Do półfinału awansowała już sama elita: Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn, West Ham United i rodzynek: Stoke City. Zespół wylosował Młoty, a Koguty zagrały z The Blues. Pierwsze pojedynki zwyciężyła Chelsea (3:2) i West Ham (2:1) - okrzyknięci finalistami turnieju. Stoke zagrało jednak bardzo dobre spotkanie wyjazdowe, w którym udało się zwyciężyć 1:0. Chelsea utrzymała prowadzenie remisując w rewanżu 2:2 tym samym gwarantując sobie miejsce w finale. Do drugiego rozstrzygnięcia potrzebne było dodatkowe spotkanie - w tym jednak ku uciesze fanów Stoke padł remis 0:0 i kibice uwierzyli w możliwość awansu do finału. W czwartym już pojedynku Stoke w końcu udało się wygrać 3:2 dzięki czemu otworzyły się bramy do stadionu Wembley, na którym został rozegrany finał.
4 marca 1972 roku na spotkanie finałowe według obserwatorów zjawiło się nieco ponad 100,000 widzów. Ogromna trema, ciężki przeciwnik, małe doświadczenie, presja - wszystkie aspekty były przeciwko Stoke. Zawodnicy jednak wybiegli mocno zdyscyplinowani przez Tony Waddingtona. Koncentracja, skupienie i wszyscy zgromadzeni na stadionie usłyszeli gwizdek sędziego Normana Burtenshawa - prawdopodobnie jeden z ważniejszych w ich karierze piłkarskiej. W bramce Stoke stał reprezentant Anglii - Gordon Banks - jedna z bardziej barwnych postaci zespołu. W obronie Waddington desygnował Johna Marsha, Mike Pejica, Denisa Smitha i Alana Bloora. Przed czwórką defensorów zagrało czterech pomocników: Mike Bernard, Terry Conroy (jedyny zawodnik w pierwszym składzie, który nie był anglikiem... Terry pochodził z Irlandii), Jimmy Greenhoff oraz George Eastham. Z przodu dwójka napastników: John Ritchie, a także Peter Dobing. Do przerwy utrzymywał się wynik 0:0, a obaj managerowie postanowili wprowadzić do gry po jednym zawodniku. W ekipie Stoke, w miejsce Greenhoffa wszedł John Mahoney - Walijczyk. Napięcie było ogromne - obie drużyny miały swoje szanse na strzelenie gola. Nadszedł ten czas... wrzutka z autu, zamieszanie w polu karnym... Najbardziej cwanym okazał się Terry Conroy, który zachował się przytomnie w polu karnym i zdobył gola na 1:0. Stadion oszalał - kibice Stoke machali wszystkim, co było pod ręką w barwach Stoke. Nikt nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Po kilku minutach radość kibiców Stoke ucichła, bo do bramki Gordona Banksa piłkę skierował Peter Osgood. Przy stanie 1:1 oba zespoły nie wiedziały, czy mają rzucić się do ataków, czy raczej bronić rezultatu. W końcówce jeden z ataków Stoke przyniósł jednak końcowe rozstrzygnięcie - gola na wagę pierwszego w historii tak poważnego trofeum zdobył George Eastham, a chwilę później wszyscy zgromadzeni fani w biało-czerwonych barwach mogli eksplodować z radości...
Piękna to była historia, ciekawa droga do finału (po trzech meczach z Manchesterem United i czterech z West Ham United). Na pewno jest co wspominać, czym się pochwalić. Dla smakoszy futbolu poniżej prezentuję część nagrania z tego spotkania - nie ma nigdzie całego video. Dodatkowo polecam ciekawe spotkanie z West Ham United (3:2), naprawdę warte oglądnięcia.
Stoke City 2:1 Chelsea Londyn (finał)
Stoke City 3:2 West Ham United (półfinał)
Droga w rozgrywkach pucharu ligi miała być krótka, jak zawsze. Z reguły klub żegnał się z rozgrywkami po dwóch, trzech spotkaniach. W tym sezonie Stoke udało się przetrwać w First Division (wtedy najwyższa klasa rozgrywkowa w Anglii), w ostatecznym rozrachunku zajmując 17 miejsce, z dorobkiem 35 punktów, w 42 spotkaniach. Nawet w zamysłach największych optymistów klub stać było co najwyżej na ćwierćfinały rozgrywek. The Potters (Garncarze) rozgrywki rozpoczęli od drugiej rundy - ze względu na występowanie w najlepszej lidze, w Anglii. Pierwszym przeciwnikiem okazała się drużyna Southport, a wyjazdowe spotkanie, które odbyło się 8 września nie należało do najłatwiejszych - mimo, iż drużyny dzieliła przepaść trzech lig. Goście zwyciężyli 1:2, co ciekawe, była to jedyna bramka Southport w historii, jaką zdobyła przeciwko Stoke. W trzeciej rundzie czekał już zespół drugoligowy - Oxford United, który w poprzedniej rundzie pokonał Milwall Londyn. W pierwszym spotkaniu oba zespoły zagrały wyrównane spotkanie - mecz zakończył się wynikiem 1:1 i wedle zasad pucharu ligi angielskiej należało zagrać drugie spotkanie - tym razem na Victoria Ground (na tym stadionie Stoke grało do 1997 roku). Potters pewnie zwyciężyło 2:0 ukazując swoją wyższość nad przeciwnikiem. Po losowaniu par czwartej rundy kibice Garncarzy utwierdzili się w przekonaniu - że to koniec przygody z pucharem, bowiem Potters trafili na Czerwone Diabły - Manchester United. Na stadionie Manchesteru padł wynik 1:1, co było w tym czasie ogromnym zaskoczeniem. Rewanż na Victoria Ground również nie wyłonił zwycięzcy (0:0). Trzecie już spotkanie między oboma zespołami przyniosło rozstrzygnięcia - ogromną niespodzianką było zwycięstwo Potters nad Red Devils 1:2. Wielu uważało, że to jednorazowy wypadek - udało się i już. W ćwierćfinale klub trafił na jedynego trzecioligowca na tym szczeblu rozgrywek - Bristol Rovers. Po ciekawym meczu Stoke wygrało 2:4, tym samym awansując do półfinału i wprowadzając swoich kibiców w ekstazę. Fachowcy nie spodziewali się, że Garncarze mimo gry w First Division mają szanse na takie osiągnięcia. Do półfinału awansowała już sama elita: Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn, West Ham United i rodzynek: Stoke City. Zespół wylosował Młoty, a Koguty zagrały z The Blues. Pierwsze pojedynki zwyciężyła Chelsea (3:2) i West Ham (2:1) - okrzyknięci finalistami turnieju. Stoke zagrało jednak bardzo dobre spotkanie wyjazdowe, w którym udało się zwyciężyć 1:0. Chelsea utrzymała prowadzenie remisując w rewanżu 2:2 tym samym gwarantując sobie miejsce w finale. Do drugiego rozstrzygnięcia potrzebne było dodatkowe spotkanie - w tym jednak ku uciesze fanów Stoke padł remis 0:0 i kibice uwierzyli w możliwość awansu do finału. W czwartym już pojedynku Stoke w końcu udało się wygrać 3:2 dzięki czemu otworzyły się bramy do stadionu Wembley, na którym został rozegrany finał.
4 marca 1972 roku na spotkanie finałowe według obserwatorów zjawiło się nieco ponad 100,000 widzów. Ogromna trema, ciężki przeciwnik, małe doświadczenie, presja - wszystkie aspekty były przeciwko Stoke. Zawodnicy jednak wybiegli mocno zdyscyplinowani przez Tony Waddingtona. Koncentracja, skupienie i wszyscy zgromadzeni na stadionie usłyszeli gwizdek sędziego Normana Burtenshawa - prawdopodobnie jeden z ważniejszych w ich karierze piłkarskiej. W bramce Stoke stał reprezentant Anglii - Gordon Banks - jedna z bardziej barwnych postaci zespołu. W obronie Waddington desygnował Johna Marsha, Mike Pejica, Denisa Smitha i Alana Bloora. Przed czwórką defensorów zagrało czterech pomocników: Mike Bernard, Terry Conroy (jedyny zawodnik w pierwszym składzie, który nie był anglikiem... Terry pochodził z Irlandii), Jimmy Greenhoff oraz George Eastham. Z przodu dwójka napastników: John Ritchie, a także Peter Dobing. Do przerwy utrzymywał się wynik 0:0, a obaj managerowie postanowili wprowadzić do gry po jednym zawodniku. W ekipie Stoke, w miejsce Greenhoffa wszedł John Mahoney - Walijczyk. Napięcie było ogromne - obie drużyny miały swoje szanse na strzelenie gola. Nadszedł ten czas... wrzutka z autu, zamieszanie w polu karnym... Najbardziej cwanym okazał się Terry Conroy, który zachował się przytomnie w polu karnym i zdobył gola na 1:0. Stadion oszalał - kibice Stoke machali wszystkim, co było pod ręką w barwach Stoke. Nikt nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Po kilku minutach radość kibiców Stoke ucichła, bo do bramki Gordona Banksa piłkę skierował Peter Osgood. Przy stanie 1:1 oba zespoły nie wiedziały, czy mają rzucić się do ataków, czy raczej bronić rezultatu. W końcówce jeden z ataków Stoke przyniósł jednak końcowe rozstrzygnięcie - gola na wagę pierwszego w historii tak poważnego trofeum zdobył George Eastham, a chwilę później wszyscy zgromadzeni fani w biało-czerwonych barwach mogli eksplodować z radości...
Piękna to była historia, ciekawa droga do finału (po trzech meczach z Manchesterem United i czterech z West Ham United). Na pewno jest co wspominać, czym się pochwalić. Dla smakoszy futbolu poniżej prezentuję część nagrania z tego spotkania - nie ma nigdzie całego video. Dodatkowo polecam ciekawe spotkanie z West Ham United (3:2), naprawdę warte oglądnięcia.
Stoke City 2:1 Chelsea Londyn (finał)
Stoke City 3:2 West Ham United (półfinał)
Pierwszy wpis!
Witam serdecznie na moim blogu. Głównym celem jego powstania jest wykazanie się w publicystyce, na blogu postaram się zamieszczać artykuły dopracowane na ostatni guzik. Tematem przewodnim każdej z prac będzie klub, sportowiec, bądź dyscyplina sportu.
Zapraszam wkrótce do czytania i komentowania, doradzania, krytykowania.
Pozdrawiam, Reo-Cooker.
Zapraszam wkrótce do czytania i komentowania, doradzania, krytykowania.
Pozdrawiam, Reo-Cooker.
Subskrybuj:
Posty (Atom)